Bandit - Queen. W ich głowach było coraz więcej pytań,
z tym, że ona to królowa, a on raczej to bandyta.
z tym, że ona to królowa, a on raczej to bandyta.
Spytał: - Kogo to obchodzi? - Mnie - Odpowiedziała ona.
Poczuł wtedy jak się rodzi w nim odpowiedzialna strona.
Poczuł wtedy jak się rodzi w nim odpowiedzialna strona.
I
Cassie pchnęła toporne drzwi Uniwersytetu, wzięła głęboki wdech i z uśmiechem wypuściła powietrze. Słońce grzało dosyć mocno, a drzewa pobłyskiwały wszystkimi odcieniami zieleni. W powietrzu czuć było początek lata. Blondynka uwielbiała takie piątkowe popołudnia jak dziś, kiedy wyczerpana całotygodniowymi zajęciami wracała do domu, by pozwolić nadejść weekendowi lenistwa. Niestety tym razem zostanie on zaburzony, z powodu nauki na poniedziałkowy egzamin z Historii Dziennikarstwa. Był to jeden z nielicznych przedmiotów, który kompletnie jej nie wychodził. Cassie była na drugim roku studiów i choć szło jej w miarę dobrze, nie była z siebie zadowolona. Wszystkie swoje poprzednie szkoły ukończyła bez większych trudności. Zawsze należała do osób sumiennych, posiadała lekkie pióro, a do tego łatwo przychodziło jej zapamiętywanie wszelkich informacji. Dzięki temu nie musiała się nadto przykładać, aby zająć drugie miejsce w klasie po egzaminach końcowych oraz dostać się na studia dziennikarskie na Uniwersytecie Floryda. Dopiero w szkole wyższej doświadczyła pierwszych przeszkód w osiąganiu dobrych wyników w nauce. Nadszedł czas porządnego przykładania się do tekstów oraz czasochłonnych searchingów, choć i to nie pomagało w zdobyciu satysfakcjonujących jej ocen.
Kampus znajdował się w Gainsville, skąd blondynka codziennie wracała autobusem do Mayfield - niedużego miasta nad brzegiem Zatoki Meksykańskiej. Mieszkała tam na popularnym osiedlu White Terrace wraz rodzicami i młodszym bratem. Wchodząc do prawie pustego autobusu, usłyszała dzwonek telefonu. Usiadła przy oknie na swoim stałym miejscu i włożyła słuchawki do uszu.
- Hej Lexie. Co tam? - przywitała się. Nie musiała nawet spojrzeć na ekran telefonu, by wiedzieć kto stoi po drugiej stronie słuchawki. Tylko Alexandra Bryant mogła dzwonić do niej 10 minut po ostatnich zajęciach.
- Cześć Cass, skończyłaś już? O której u mnie będziesz? - w głosie Lexie słychać było podekscytowanie. Cassie miała czasem wrażenie, że jej przyjaciółka żyje tylko weekendami. W tygodniu potrafiła siedzieć cały dzień w domu, nie odpisując jej nawet na smsa. W piątki za to jakby budziła się z letargu.
- Wracam do domu. Nie wiem, na którą się wyrobię. Muszę chwilę pobyć z rodzicami, wiesz jak mi potem trują, że mieszkam w hotelu...
- No, państwo Dittmeyer nie będą zadowoleni, że idziesz na imprezę - Lexie zrezygnowanym głosem przyznała jej rację. Na początku ich znajomości, brunetka zazdrościła Cassie zamożnej rodziny i ogromnej willi z basenem zlokalizowanej w najbogatszej dzielnicy Mayfield. Jak w obrazek wpatrywała się w wytworną, piękną Panią Dittmeyer i eleganckiego, zawsze zapracowanego ojca przyjaciółki. Nawet mały Ethan wydawał się wyjątkowo spokojnym i poważnym dzieckiem, w przeciwieństwie do rówieśników. Wszyscy o jasnych blond włosach i bladej, porcelanowej cerze, co było rzadko spotykane na Florydzie. Państwo Dittmeyer byli zawsze mili i nonszalanccy, nierzadko wprawiali Lexie w zakłopotanie, a wcale nie należała do osób wstydliwych. Czasem gdy skupiali intensywnie wzrok na rozmówczyni miała wrażenie, że potrafią czytać w myślach. Czasy zazdrości jednak szybko minęły, gdy tylko do Lexie dotarło, że Cassie wcale nie ma tak łatwego życia, jakby się mogło wydawać. Rodzice ciągle jej pilnują, wypytują gdzie jest, co robi i z kim. Ma z góry opracowany plan na przyszłość, a każda decyzja blondynki musi przejść szczegółową weryfikację rodziców. Lexie wiedziała, że są dobrymi rodzicami, ale ciężko było ich przekonać do czegokolwiek, co im się nie podobało lub do czego nie byli przyzwyczajeni. Do dziś brunetka zastanawiała się, jak Cassie namówiła ich, by pozwolili jej uczęszczać do zwykłej, publicznej szkoły średniej na przedmieściach Mayfield, gdzie się poznały. Przecież wokół znajdowało się tyle prywatnych, elitarnych szkół. Jakimś cudem blondynka jednak przekonała rodziców, a Lexie dzięki temu zyskała najlepszą przyjaciółkę.
- Nie wiem, czy chcę tam iść - cicho wyszeptała Cassie. Szybko umilkła, domyślając się reakcji przyjaciółki.
- Hej Lexie. Co tam? - przywitała się. Nie musiała nawet spojrzeć na ekran telefonu, by wiedzieć kto stoi po drugiej stronie słuchawki. Tylko Alexandra Bryant mogła dzwonić do niej 10 minut po ostatnich zajęciach.
- Cześć Cass, skończyłaś już? O której u mnie będziesz? - w głosie Lexie słychać było podekscytowanie. Cassie miała czasem wrażenie, że jej przyjaciółka żyje tylko weekendami. W tygodniu potrafiła siedzieć cały dzień w domu, nie odpisując jej nawet na smsa. W piątki za to jakby budziła się z letargu.
- Wracam do domu. Nie wiem, na którą się wyrobię. Muszę chwilę pobyć z rodzicami, wiesz jak mi potem trują, że mieszkam w hotelu...
- No, państwo Dittmeyer nie będą zadowoleni, że idziesz na imprezę - Lexie zrezygnowanym głosem przyznała jej rację. Na początku ich znajomości, brunetka zazdrościła Cassie zamożnej rodziny i ogromnej willi z basenem zlokalizowanej w najbogatszej dzielnicy Mayfield. Jak w obrazek wpatrywała się w wytworną, piękną Panią Dittmeyer i eleganckiego, zawsze zapracowanego ojca przyjaciółki. Nawet mały Ethan wydawał się wyjątkowo spokojnym i poważnym dzieckiem, w przeciwieństwie do rówieśników. Wszyscy o jasnych blond włosach i bladej, porcelanowej cerze, co było rzadko spotykane na Florydzie. Państwo Dittmeyer byli zawsze mili i nonszalanccy, nierzadko wprawiali Lexie w zakłopotanie, a wcale nie należała do osób wstydliwych. Czasem gdy skupiali intensywnie wzrok na rozmówczyni miała wrażenie, że potrafią czytać w myślach. Czasy zazdrości jednak szybko minęły, gdy tylko do Lexie dotarło, że Cassie wcale nie ma tak łatwego życia, jakby się mogło wydawać. Rodzice ciągle jej pilnują, wypytują gdzie jest, co robi i z kim. Ma z góry opracowany plan na przyszłość, a każda decyzja blondynki musi przejść szczegółową weryfikację rodziców. Lexie wiedziała, że są dobrymi rodzicami, ale ciężko było ich przekonać do czegokolwiek, co im się nie podobało lub do czego nie byli przyzwyczajeni. Do dziś brunetka zastanawiała się, jak Cassie namówiła ich, by pozwolili jej uczęszczać do zwykłej, publicznej szkoły średniej na przedmieściach Mayfield, gdzie się poznały. Przecież wokół znajdowało się tyle prywatnych, elitarnych szkół. Jakimś cudem blondynka jednak przekonała rodziców, a Lexie dzięki temu zyskała najlepszą przyjaciółkę.
- Nie wiem, czy chcę tam iść - cicho wyszeptała Cassie. Szybko umilkła, domyślając się reakcji przyjaciółki.
- Żartujesz!? - Brunetka wręcz krzyknęła. Nie wierzyła własnym uszom.
- Ciszej Lex! - Cassie odruchowo ściszyła głośność słuchawek, choć mało prawdopodobne było, by kierowca autobusu cokolwiek usłyszał. - Tam będzie Jonathan... - dodała po chwili.
- No i!? - Lexie była nadal zdenerwowana. Od tygodnia mówiło się w całym Mayfield o imprezie u Masona Davisa. Dziewczyny prawie nie znały Masona, ale chłopak był kumplem starszego brata Lexie, więc nie musiały długo czekać na zaproszenie. - Powinnaś być przecież zachwycona - dodała po chwili. Jonathan Jones, nazywany przez znajomych JJ, był niewysokim szatynem, z którym Cassie udała się dwa tygodnie temu na randkę. Obie przyjaciółki dobrze wiedziały, że JJ podoba się wielu dziewczynom, a i on nie stroni od towarzystwa kobiet. Mimo to Cassie zdecydowała się spotkać z nim. Lexie była bardzo sceptycznie nastawiona do ich znajomości. Nie miała pojęcia skąd się bierze cały ten zachwyt nad Jonesonem. Dobra, miał ładną buźkę, ale też szczurkowatą, a do tego był zbyt wątły. Blondynce jednak bardzo się spodobał, choć od pamiętnej randki, nie wykazywał inicjatywy co do ewentualnego, kolejnego spotkania. Cassie nie wiedziała co poszło nie tak. Pomimo, że do niczego nie doszło między nimi - świetnie się bawili. Domyślała się jedynie, że Jonathan może mieć wiele innych możliwości, więc niekoniecznie chce mu się skupiać na niej.
- Pewnie będzie podrywał wszystkie dziewczyny wokół... - zaczęła Cassie.
- To niech sobie podrywa - przerwała jej wywód. - A ty olejesz go i skupisz się na dobrej zabawie, a nie na tym Szczurku - dodała, by podbudować trochę przyjaciółkę.
- Przestań go tak nazywać! - zganiła ją Cassie, choć w rzeczywistości uniosła lekko kąciki ust. Lexie była mistrzynią wymyślania przezwisk, których tylko ona używała.
- Bądź u mnie o 20.00. I przestań myśleć o Szczurku. Pa! - zakończyła rozmowę.
Cassie siedziała przy stole w jadalni, wpatrując się w krzątającą się matkę. Była już siódma wieczorem, więc za niedługo powinna wychodzić do Lexie, ale nie chciało jej się ruszać z miejsca. W przeciwieństwie do przyjaciółki nie przeżywała tak wysokiej ekscytacji przed każdą imprezą. Czasem lubiła po prostu poleżeć w domu pod kocem, oglądając film czy pograć w coś z 13-letnim bratem.
- Odbierzesz Ethana o dziewiątej? Jest u Brownów. - odezwała się Pani Dittmeyer. Cassie wetchnęła, czując, że zanosi się na awanturę.
- Nie mogę, idę do Lexie. - Madeline Dittmeyer odłożyła miskę, którą właśnie wkładała do szafki i odwróciła się w stronę córki.
- Nie możecie po niego razem pojechać? - Madeline nie podobało się, że jej córka spędza tak dużo czasu z czarnoskórą przyjaciółką. Oczywiście nie o kolor skóry się rozchodziło. Nie miała nic przeciwko rodzinie Brynatów. Nie znała ich zbytnio, ponieważ nie obracali się w tych samych kręgach, jednak wiedziała z własnych źródeł, że to porządna rodzina. Lynda Bryant była nauczycielką w szkole podstawowej, a Marvin, ojciec Lexie, pracował w fabryce samochodów. Mieszkali w gęsto zaludnionej, choć w miarę spokojnej dzielnicy Willow Grove wraz z piątką dzieci. Madeline miała po prostu nadzieję, że córka w końcu zaprzyjaźni się z kimś o podobnym statusie społecznym co Dittmeyerowie. Jednak gdy tylko odwiedzali ich znajomi Dittmeyerów, Cassie szybko ulatniała się z domu,. Nawet na wszelkie bale czy imprezy charytatywne niechętnie uczęszczała, a czas wolny spędzała wyłącznie z panienką Bryant.
- Nie, idziemy do Masona. - Blondynka żałowała, że wcześniej nie ulotniła się z jadalni.
- Co to za Mason?
- Morderca i psychopata. - odpowiedziała zaczepnie Cassie, jednak widząc złowrogi wzrok matki szybko sprostowała. - Przyjaciel Jaspera, brata Lexie. - Madeline zamyśliła się na chwilę, próbując sobie przypomnieć twarz młodzieńca, który czasem odwoził Cassandrę od Brynatów. Po chwili miała przed oczyma wysokiego chłopca o kręconych, kruczoczarnych włosach i sympatycznym wyrazem twarzy. Jasper był trzy lata starszy od dziewczyn i zawsze zwracał się do Pani Dittmeyer z wielkim szacunkiem i nonszalancją - polubiła go od pierwszego wejrzenia.
- Jak wrócicie? Jedziesz autem?
- Jasper będzie autem, będę spać u Lexie. - odpowiedziała Cassie wstając z krzesła i powoli zmierzając ku wyjściu z jadalni - Poradzę sobie, mamo - dodała z westchnieniem.
- Nie jest ważne "czy" sobie poradzisz, ale "jak"! - odpowiedziała jej matka, ale blondynka już była na schodach w drodze do swojego pokoju.
Cassie zadzwoniła na dzwonek, czekając, aż pani Bryant otworzy jej drzwi. Była już 20.30, więc Lexie z pewnością nie będzie zachwycona. Drzwi delikatnie się uchyliły, jednak blondynka nikogo za nimi nie dostrzegła, dopóki nie spojrzała w dół. Mała Lily w samych śpioszkach patrzyła z zaciekawieniem na gościa. Zajęło jej kilka sekund, nim zorientowała się kto to, lecz już po chwili otworzyła szeroko buzię, a smoczek spadł jej na ziemię.
- KASI!!! - zawołała głośno trzylatka, lekko sepleniąc.
- Cześć Lily - odpowiedziała jej blondynka. Wzięła małą na ręce i przeszła przez próg - Od kiedy umiesz sama otwierać drzwi, co? - zapytała całując ją w pulchne lico.
- Umje! - odpowiedziała dumnie najmłodsza z rodzeństwa Bryantów.
- Umie, umie, ale żeby zamknąć za sobą to już nie umie! - Cassie usłyszała z kuchni głos Lyndy Bryant, która po chwili pojawiła się w progu. Uśmiechnęła się do blondynki, po czym wytarła ręce w brudny już fartuch kuchenny. Niska i nieco tęga kobieta - co było wynikiem wielokrotnej ciąży - w tym jednej bliźniaczej. Miała sympatyczny wyraz twarzy i słodkie dołeczki, które Lexie po niej odziedziczyła.
- Cześć Cassie - przywitała się, zamykając drzwi wejściowe. - Napijesz się czegoś? Herbaty?
- Dzień dobry Pani Lyndo. Nie, dziękuję i tak się spóźniłam, Lexie mnie zabije. - mruknęła Cassie i szybkim krokiem ruszyła po schodach do pokoju przyjaciółki.
- No i!? - Lexie była nadal zdenerwowana. Od tygodnia mówiło się w całym Mayfield o imprezie u Masona Davisa. Dziewczyny prawie nie znały Masona, ale chłopak był kumplem starszego brata Lexie, więc nie musiały długo czekać na zaproszenie. - Powinnaś być przecież zachwycona - dodała po chwili. Jonathan Jones, nazywany przez znajomych JJ, był niewysokim szatynem, z którym Cassie udała się dwa tygodnie temu na randkę. Obie przyjaciółki dobrze wiedziały, że JJ podoba się wielu dziewczynom, a i on nie stroni od towarzystwa kobiet. Mimo to Cassie zdecydowała się spotkać z nim. Lexie była bardzo sceptycznie nastawiona do ich znajomości. Nie miała pojęcia skąd się bierze cały ten zachwyt nad Jonesonem. Dobra, miał ładną buźkę, ale też szczurkowatą, a do tego był zbyt wątły. Blondynce jednak bardzo się spodobał, choć od pamiętnej randki, nie wykazywał inicjatywy co do ewentualnego, kolejnego spotkania. Cassie nie wiedziała co poszło nie tak. Pomimo, że do niczego nie doszło między nimi - świetnie się bawili. Domyślała się jedynie, że Jonathan może mieć wiele innych możliwości, więc niekoniecznie chce mu się skupiać na niej.
- Pewnie będzie podrywał wszystkie dziewczyny wokół... - zaczęła Cassie.
- To niech sobie podrywa - przerwała jej wywód. - A ty olejesz go i skupisz się na dobrej zabawie, a nie na tym Szczurku - dodała, by podbudować trochę przyjaciółkę.
- Przestań go tak nazywać! - zganiła ją Cassie, choć w rzeczywistości uniosła lekko kąciki ust. Lexie była mistrzynią wymyślania przezwisk, których tylko ona używała.
- Bądź u mnie o 20.00. I przestań myśleć o Szczurku. Pa! - zakończyła rozmowę.
Cassie siedziała przy stole w jadalni, wpatrując się w krzątającą się matkę. Była już siódma wieczorem, więc za niedługo powinna wychodzić do Lexie, ale nie chciało jej się ruszać z miejsca. W przeciwieństwie do przyjaciółki nie przeżywała tak wysokiej ekscytacji przed każdą imprezą. Czasem lubiła po prostu poleżeć w domu pod kocem, oglądając film czy pograć w coś z 13-letnim bratem.
- Odbierzesz Ethana o dziewiątej? Jest u Brownów. - odezwała się Pani Dittmeyer. Cassie wetchnęła, czując, że zanosi się na awanturę.
- Nie mogę, idę do Lexie. - Madeline Dittmeyer odłożyła miskę, którą właśnie wkładała do szafki i odwróciła się w stronę córki.
- Nie możecie po niego razem pojechać? - Madeline nie podobało się, że jej córka spędza tak dużo czasu z czarnoskórą przyjaciółką. Oczywiście nie o kolor skóry się rozchodziło. Nie miała nic przeciwko rodzinie Brynatów. Nie znała ich zbytnio, ponieważ nie obracali się w tych samych kręgach, jednak wiedziała z własnych źródeł, że to porządna rodzina. Lynda Bryant była nauczycielką w szkole podstawowej, a Marvin, ojciec Lexie, pracował w fabryce samochodów. Mieszkali w gęsto zaludnionej, choć w miarę spokojnej dzielnicy Willow Grove wraz z piątką dzieci. Madeline miała po prostu nadzieję, że córka w końcu zaprzyjaźni się z kimś o podobnym statusie społecznym co Dittmeyerowie. Jednak gdy tylko odwiedzali ich znajomi Dittmeyerów, Cassie szybko ulatniała się z domu,. Nawet na wszelkie bale czy imprezy charytatywne niechętnie uczęszczała, a czas wolny spędzała wyłącznie z panienką Bryant.
- Nie, idziemy do Masona. - Blondynka żałowała, że wcześniej nie ulotniła się z jadalni.
- Co to za Mason?
- Morderca i psychopata. - odpowiedziała zaczepnie Cassie, jednak widząc złowrogi wzrok matki szybko sprostowała. - Przyjaciel Jaspera, brata Lexie. - Madeline zamyśliła się na chwilę, próbując sobie przypomnieć twarz młodzieńca, który czasem odwoził Cassandrę od Brynatów. Po chwili miała przed oczyma wysokiego chłopca o kręconych, kruczoczarnych włosach i sympatycznym wyrazem twarzy. Jasper był trzy lata starszy od dziewczyn i zawsze zwracał się do Pani Dittmeyer z wielkim szacunkiem i nonszalancją - polubiła go od pierwszego wejrzenia.
- Jak wrócicie? Jedziesz autem?
- Jasper będzie autem, będę spać u Lexie. - odpowiedziała Cassie wstając z krzesła i powoli zmierzając ku wyjściu z jadalni - Poradzę sobie, mamo - dodała z westchnieniem.
- Nie jest ważne "czy" sobie poradzisz, ale "jak"! - odpowiedziała jej matka, ale blondynka już była na schodach w drodze do swojego pokoju.
Cassie zadzwoniła na dzwonek, czekając, aż pani Bryant otworzy jej drzwi. Była już 20.30, więc Lexie z pewnością nie będzie zachwycona. Drzwi delikatnie się uchyliły, jednak blondynka nikogo za nimi nie dostrzegła, dopóki nie spojrzała w dół. Mała Lily w samych śpioszkach patrzyła z zaciekawieniem na gościa. Zajęło jej kilka sekund, nim zorientowała się kto to, lecz już po chwili otworzyła szeroko buzię, a smoczek spadł jej na ziemię.
- KASI!!! - zawołała głośno trzylatka, lekko sepleniąc.
- Cześć Lily - odpowiedziała jej blondynka. Wzięła małą na ręce i przeszła przez próg - Od kiedy umiesz sama otwierać drzwi, co? - zapytała całując ją w pulchne lico.
- Umje! - odpowiedziała dumnie najmłodsza z rodzeństwa Bryantów.
- Umie, umie, ale żeby zamknąć za sobą to już nie umie! - Cassie usłyszała z kuchni głos Lyndy Bryant, która po chwili pojawiła się w progu. Uśmiechnęła się do blondynki, po czym wytarła ręce w brudny już fartuch kuchenny. Niska i nieco tęga kobieta - co było wynikiem wielokrotnej ciąży - w tym jednej bliźniaczej. Miała sympatyczny wyraz twarzy i słodkie dołeczki, które Lexie po niej odziedziczyła.
- Cześć Cassie - przywitała się, zamykając drzwi wejściowe. - Napijesz się czegoś? Herbaty?
- Dzień dobry Pani Lyndo. Nie, dziękuję i tak się spóźniłam, Lexie mnie zabije. - mruknęła Cassie i szybkim krokiem ruszyła po schodach do pokoju przyjaciółki.
- W końcu! - odezwała się Lexie, gdy tylko blondynka przekroczyła próg pokoju. Stała przed wąskim, wysokim lustrem z niezbyt zadowoloną miną. Stos ubrań leżał obok na białym łożu. Brunetka zlustrowała wzrokiem przyjaciółkę. Miała na sobie prostą, czarną sukienkę na ramiączkach, z niezbyt głębokim dekoltem.
- Mogłabyś pokazać co nieco - dodała Lexie wskazując na niewielkie piersi przyjaciółki.
- Mam gołe plecy, wystarczy. - Cassie poczuła jak się rumieni. Jak zwykle, gdy ktoś wspominał o jej niezbyt wielkich zaokrągleniach, w przeciwieństwie do przyjaciółki. - A ty co, ile razy się jeszcze będziesz przebierać?
- Zostaję tak - stwierdziła ze zrezygnowaniem Lexie. Miała na sobie wzorzystą bluzkę o gorsetowym kroju i czarną, skórzaną miniówkę. - Nic lepszego nie wymyślę - dodała, poprawiając napięty dekolt. W tym momencie usłyszały trąbienie samochodu z ulicy. Obie spojrzały na siebie.
- Jasper - stwierdziły jednogłośnie, szybko włożyły skórzane kurtki i ruszyły na dół.
- Ileż można czekać - mruknął Jasper, gdy dziewczyny dotarły do samochodu, lecz po chwili się uśmiechnął - Cześć, Cassie.
- Cześć - odpowiedziała blondynka. - Nie pijesz dziś?
Gdy Lexie z bratem się roześmiali, blondynka zorientowała się, że nie zamierza stronić od alkoholu.
- Żartujesz? Jasper abstynent? Nie odpuści żadnej imprezy - stwierdziła ze śmiechem brunetka. - Zostawi auto u Masona. Wrócimy taksówką - dodała. Blondynka przytaknęła i w tym samym momencie poczuła nutę niepokoju.
Cassie zdziwiła się, że o tak wczesnej porze dom był już pełen ludzi. W salonie urządzony był mini parkiet, gdzie przy przygaszonym świetle goście tańczyli do głośnej muzyki RnB. Skierowały się w stronę kuchni, gdzie było nieco spokojniej. Ludzie siedzieli, śmiali się i polewali kieliszki, a dudniąca muzyka nie zagłuszała rozmów. Lexie szybko odnalazła dwa wolne kieliszki, do których wlała stojącą na blacie wódkę.
- Zdrowie? - spytała, uśmiechając się.
- A Jasper? - Cassie odwróciła się szukając go wzorkiem.
- Już pewnie tańczy z Mandy - stwierdziła Lex, wiedząc, że brat od kilku tygodni umawia się z dwa lata starszą brunetką. - No, bierz kieliszek - dodała zniecierpliwiona brunetka. - Musimy się rozkręcić.
- Zdrowie - odpowiedziała z uśmiechem Cassandra. Pod wpływem gorzkiej, palącej cieczy, skrzywiła się i szybko sięgnęła po czerwony kubek z colą.
- Ou... - Lexie wydała z siebie dziwny dźwięk, którego Cass nie potrafiła rozpoznać. Brunetka wpatrywała się w jakiś punkt za jej plecami. Gdy się odwróciła, poczuła bolesny uścisk w brzuchu i już wiedziała, skąd nieprzeciętna reakcja Lexie. Przy drzwiach wejściowych stała para oparta o ścianę, całując się namiętnie. Wysoki chłopak stał tyłem do dziewczyn, jednak Cass od razu rozpoznała JJ'a.
- Co za świnia - stwierdziła Lexie i od razu polała po kolejnym kieliszku.
- Daj spokój... przecież nie jesteśmy parą. Tylko raz się spotkaliśmy - odpowiedziała Cass, lecz uścisk wcale nie zamierzał odejść. Sięgnęła ochoczo po pełny kieliszek, a gdy go szybko wypróżniła podstawiła przyjaciółce w oczekiwaniu na kolejny. To będzie długi wieczór.
Cassie kolejny raz odwróciła się ukradkiem, próbując wzrokiem odnaleźć Jones'a i rudowłosą dziewczynę. Tym razem nie było ich przy drzwiach, więc Cassie przebiegła wzrokiem po reszcie pomieszczenia - bez rezultatu. W tym samym momencie przez drzwi wejściowe wszedł chłopak, zupełnie nie pasujący do otoczenia. Miał na sobie czarną bluzę z kapturem i szerokie spodnie dresowe. Wyglądał nieco starzej, niż goście, a z jego min
1) Impreza - Cassie jedzie z Lexie i jej bratem - wchodzi Logan, idzie na górę, bez uśmiechu - Cassie traci go z oczu - gubi przyjaciółkę, stoi i pije sama
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz